Drukuj

Rok szkolny 2007/08

Wycieczka klasy Ia do Nowego Sącza

Dnia 23.04.08r. klasa Ia wraz z opiekunami: p. S. Obrzutem i ks. P. Sobczakiem była na wycieczce w Nowym Sączu.

Zwiedziliśmy:

1) Bazylikę św. Małgorzaty- najstarszą wzmiankę o niej pozostawiono w 1303r. Na konsolach widoczna jest scena Zwiastowania, środkową część ołtarza wypełnia we wnęce Veraikon z XV w. wizerunek Prawdziwego Oblicza Pańskiego. Jest odpowiednikiem Chusty św. Weroniki

2) Ratusz miejski - XV-wieczny ratusz był usytuowany nieopodal kościoła św. Małgorzaty. Z wojennymi dziejami miasta wiąże się historia ratuszowego zegara oraz listy 10 zakładników gwarantujących swoim życiem bezpieczny pobyt niemieckich wojsk w Nowym Sączu. Na oddanej przez burmistrza liście widniało 10 razy jego własne nazwisko

3) Kościół św. Ducha- ufundował go w 1400r. mieszczanin krakowski. W ołtarzu głównym widniej jeden z najpiękniejszych maryjnych obrazów w Polsce przedstawiający Matkę Boską Pocieszenia malowany przez nieznanego malarza szkoły sądeckiej lub krakowskiej

4) Synagogę- dom modlitw Żydów nowosądeckich, usytuowaną nieopodal zamku królewskiego. Zniszczony przez pożar budynek synagogi przejęło Muzeum w Nowym Sączu z przeznaczeniem na galerię sztuki.

5) Ruiny zamku i skansen- tworzył razem z murami miejskimi północno - zachodni narożnik miasta. Sądecki Park Etnograficzny jest skansenem, prezentującym kulturę ludową Sądecczyzny.

Bardzo serdecznie dziękujemy za zorganizowanie takiej wycieczki oraz za przepyszne lody!;)

Ewelina Bień

Zobacz zdjęcia w galerii 

 


 

Wycieczka klasy II b do Zakopanego - 12-13.06.2008
W dniach 12 - 13 czerwca 2008 kl. II b udała się na wycieczkę do Zakopanego.

Mimo niekorzystnej pogody, w dobrych humorach wyruszyliśmy na naszą ostatnią przedwakacyjną wyprawę. Przywitało tam nas piękne, górskie słońce. Pierwszym miejscem, które odwiedziliśmy była skocznia narciarska im. Stanisława Marusarza usytuowana na zboczu Wielkiej Krokwi - nieodłączny element Zakopanego i jedno z najbardziej popularnych miejsc w tym mieście.

Spod skoczni przeszliśmy ścieżką pod Reglami i idąc drogą do Daniela dotarliśmy do Krupówek. Tam mieliśmy czas wolny, by wśród straganów z oscypkami, wyłowić dla siebie ciekawą pamiątkę. Potem pojechaliśmy do Kuźnic. Tam czekał na nas pan Kuba Brzósko, który był naszym przewodnikiem po tatrzańskich szlakach. W planach mieliśmy zdobywanie Nosala zwanego przez górali "górą samobójców". Ze szczytem wiąże się legenda, którą opowiedział nam pan przewodnik. "Dawno, dawno temu w Zakopanem mieszkała pewna dziewczyna i chłopak. Oboje bardzo się kochali, jednak z różnych względów nie mogli się pobrać. Dlatego też postanowili wspiąć się na Nosal i razem zeskoczyć z jego szczytu. Kiedy tam dotarli chłopak skoczył a dziewczyna zawahała się przez moment. I wtedy przybyli ratownicy GOPR-u, uniemożliwiając jej skok. Jeden z nich tak czule zaopiekował się niedoszłą samobójczynią, że wkrótce pobrali się". Dowiedzieliśmy się, że przypadek tej pary nie był odosobniony ponieważ zanotowano już kilkadziesiąt samobójstw powodowanych skokiem ze szczytu Nosala. Dlatego też z pewnym respektem zaczęliśmy wspinać się po stromych zboczach góry.

Jednak, kiedy dotarliśmy na szczyt, czuliśmy się niemal jak bohaterowie, którzy, jak nam powiedział przewodnik, będą mogli z radością opowiadać o tej chwili wnukom.

Widok z Nosala był imponujący. Przed nami rozciągała się panorama innych tatrzańskich szczytów a w dole widać było Kuźnice.

Z lekkim żalem, ale i dumą schodziliśmy w dół, gdyż był to pierwszy szczyt, który udało nam się zdobyć. Zmęczeni udaliśmy się do pensjonatu na Harendzie, gdzie zajęliśmy pokoje, rozpakowaliśmy się i zjedliśmy obiad.

W ten wieczór czekała nas jeszcze jedna atrakcja - arcyważny mecz Polska - Austria w finałach EURO 2008. O godz. 20.45 zasiedliśmy przed telewizorem, odśpiewaliśmy nasz hymn i mocno zacisnęliśmy kciuki za naszych piłkarzy. Jednak mimo naszego głośnego dopingu, wymalowanych twarzy, szalików i koszulek w narodowych barwach, nasza drużyna, po kontrowersyjnej decyzji sędziego, zremisowała 1:1. Dlatego też, mimo pięknie strzelonej przez Rogera bramki, w nienajlepszych humorach poszliśmy spać, gdyż następnego dnia czekała nas długa wędrówka.

Po śniadaniu pojechaliśmy naszym busem na Łysą Polanę skąd wyruszyliśmy z naszym wspaniałym przewodnikiem na górski szlak. W planach mieliśmy przejście trasy od Doliny Pięciu Stawów przez Świstówkę do Morskiego Oka. Wędrówkę rozpoczęliśmy asfaltową trasą prowadzącą do Morskiego Oka. Po drodze zatrzymaliśmy się koło Wodogrzmotów Mickiewicza - malowniczego wodospadu nazwanego tak na cześć naszego wieszcza w 1891 roku, rok po sprowadzeniu jego prochów do Polski. Za strumieniem skręciliśmy na trasę prowadzącą do Doliny Pięciu Stawów. Szliśmy szlakiem, który przecinał jeden z najdzikszych terenów Tatrzańskiego Parku Narodowego. Dlatego też idąc wypatrywaliśmy gawry niedźwiedzia brunatnego. Niestety, ku naszemu ogromnemu rozczarowaniu, nie udało się nam go spotkać . Widzieliśmy za to w oddali, tuż obok Przełęczy pod Szczotami, hasające po śniegu kozice.

Wspinaliśmy się coraz wyżej i wyżej, aż dotarliśmy w partie gór pokryte śniegiem. Na początku cieszyliśmy się widząc go, bo przecież to nie lada atrakcja chodzić po śniegu w czerwcu. Lecz potem miny nam zrzedły, gdy okazało się, że musimy iść po stromym, oblodzonym szlaku.

Jednak tu z pomocą przyszedł nam nasz nieoceniony Pan Przewodnik, który wybawił nas z opresji i pomógł wędrować niebezpieczna trasą.

Po drodze minęliśmy największy tatrzański wodospad - Siklawę, którego widok zapierał nam dech w piersiach. Spienione, szybko płynące strugi wody, rozbijające się o górskie skały, zrobiły na nas ogromne wrażenie.

W końcu, z niemałym trudem dotarliśmy do Doliny Pięciu Stawów, a jej wygląd przerósł nasze oczekiwania. Szmaragdowe lustro wody poprzecinane skałami, do którego stóp ściele się masywny, ma wpół zaśnieżony szczyt górski....Tego naprawdę nie da się opisać słowami -trzeba samemu być i zobaczyć piękno tatrzańskiej przyrody.

Kiedy w końcu nasyciliśmy nasz oczy tym cudownym widokiem, poszliśmy do schroniska, aby tam odpocząć przed dalszą wędrówką.

Niestety, kiedy wyruszaliśmy z powrotem na górski szlak, spełniły się nasze najgorsze przeczucia i zaczął padać deszcz. Dlatego też wędrując dalej nie wyglądaliśmy już jak poważni i dostojni uczniowie liceum, lecz przypominaliśmy różnokolorowe - czerwone, żółte, fioletowe, zielone - stworki, które idąc gęsiego, co rusz potykały się na śliskich górskich skałach. Jednak mimo wszystko deszcz miał też swoje dobre strony. Dzięki niemu mogliśmy poznać inne oblicze polskich Tatr. Masywne, ośnieżone wzniesienia, których szczyty spowite były mgłą chmur, robiły naprawdę złowrogie wrażenie.

Dolna część trasy nie była już taka przyjemna. Podobno zdobyliśmy Świstówkę, podobno okrążyliśmy Morskie Oko, podobno przecięliśmy Dolinę Rybiego Potoku - "podobno", bo mgła uniemożliwiała nam oglądanie krajobrazów, wśród których się poruszaliśmy.

Udało się nam w końcu dotrzeć do Morskiego Oka, gdzie zatrzymaliśmy się na krótki odpoczynek. Pogoda ulitowała się na moment nad nami, bo udało się nam zobaczyć taflę górskiego jeziora i szczyt Mnicha spowity chmurami. Do busa wracaliśmy przemoknięci, w strugach deszczu, w towarzystwie górskiego wiatru buzującego wśród jodeł szumu i kałuż, które z trudem udawało nam się omijać.

Dotarliśmy do niego zmęczeni, ale szczęśliwi, że nam skromnym licealistom, udało się mimo niesprzyjającej aury, tyle rzeczy dokonać, tyle widoków zobaczyć na własne oczy.

W drodze powrotnej nie straciliśmy humoru i wspominaliśmy z uśmiechem minione wydarzenia.

Dziękujemy naszej Pani wychowawczyni mgr Anecie Szupińskiej, za zorganizowanie wycieczki i Pani mgr Kindze Gurgul za opiekę nad nami.

To była wspaniała wyprawa, która na pewno w wielu z nas zaszczepiła miłość do wędrówek górskich, a wspomnienia z niej będą inspirowały nas podczas naszego wakacyjnego wypoczynku.

Monika Lachowicz

Zobacz zdjęcia w galerii