Drukuj

Edward Dwurnik - Klaudia Łyda

„DWURNIK – PRZERAŻA I ZACHWYCA” – CZYLI WYSTAWA W MUZEUM NARODOWYM W KRAKOWIE

Podczas ostatniej wizyty w Muzeum Narodowym w Krakowie miałam okazję podziwiać oryginalną wystawę współczesnego malarza – Edwarda Dwurnika. Jest to artysta z imponującym dorobkiem około 5000 obrazów, który w sposób humorystyczny i z ironią ukazuje polską rzeczywistość od czasów PRL-u do IV RP. Prace, momentami przypominające sceny z komiksów, szokują, zaskakują, a jednocześnie wprawiają w zachwyt.


Sądzę, że tytuł wystawy Dwurnika - „Obłęd” niewątpliwie jest doskonałym komentarzem do zaprezentowanych dzieł. Jego obrazy są niekonwencjonalne, nie można obok nich przejść obojętnie, gdyż wywołują skrajne emocje, od odrazy aż po podziw. Niektóre nawet zdają się przytłaczać obserwatora, jak jest to w przypadku „Klęski urodzaju”, gdzie w sposób groteskowy ukazany jest nadmiar towarów na targu za czasów Gierka. Stojąc przed tym wielkim płótnem, umiejscowionym w wąskim korytarzu, odniosłam wrażenie, iż ukazane zbiory są wszędzie i lada chwila wydostaną się poza ramy obrazu… Taka wizja doskonale uzmysłowiła mi, jak absurdalne były czasy PRL-u.
Najbardziej zafascynowały mnie w wielu jego obrazach ich złożoność i niejednoznaczność. Bowiem im dłużej analizowałam takie dzieła jak: „Okupacja” czy „Socjalizm”, dostrzegałam coraz więcej istotnych szczegółów, które diametralnie wpływały na postrzeganie zaprezentowanej rzeczywistości. Na początku „Okupacja” jawi się jako duży, wielobarwny obraz. Gdyby nie było to dzieło Dwurnika, można by pokusić się o stwierdzenie, iż dzieło ma rodzić ciepłe uczucia. Jednak po chwili pierwsze wrażenie jest zatarte, ponieważ nasze oczy są atakowane detalami, takimi jak sceny rozstrzelania i uzbrojeni żołnierze patrolujący ulice miasta. Nagle tytuł obrazu staje się adekwatny do tego, co dostrzegliśmy…
Myślę, że warto również wspomnieć, iż wiele obrazów miast, wykonanych przez malarza nam współczesnego, wydaje się być analogiczne do tych, które tworzył Nikifor. Mimo uderzającego podobieństwa stylów tych artystów można je jednak odróżnić choćby dzięki temu, że Dwurnik, w przeciwieństwie do krynickiego artysty, wprowadza szczegóły ukryte w gąszczu miejskich uliczek, czyniąc z nich coś więcej niż pejzaż architektoniczny.
Gdy oglądałam prace Edwarda Dwurnika, zainteresowały mnie pewne szczegóły, które ewidentnie nie wyglądały na jego dzieło. Były to różne kreski, niedbałe pociągnięcia farbą, czy podpisy „Pola”. Jak się okazuje, malarz często tworzył razem z, kilkuletnią wtedy, córeczką. Również wiele elementów fantastycznych, jak psy palące fajkę, które odczytywane są jako oznaki ironii, nie zostały stworzone przez samego malarza.
Według mnie najbardziej uderza w pracach Dwurnika to, iż artysta, ukazując zwykłych ludzi - pracownika fizycznego czy poetę – pozbawia ich wizerunki wszelkich pozytywnych uczuć, przedstawia postaci toporne, często zdeformowane. Malarz nie unika eksponowania scen z życia codziennego, przy tym wprowadza pewne elementy symboliczne, jak krzyże czy diabły. Taka kreacja rzeczywistości przywodzi na myśl nurt prymitywizmu, który reprezentował między innymi Nikifor Krynicki – wielka inspiracja dla Dwurnika.
Moją główną refleksją po obejrzeniu wystawy była myśl, iż na obrazach nie ma ani cienia optymizmu, gdyż życie ukazywane przez tego oryginalnego twórcę to nieustanna walka o przetrwanie w „obłędnym” świecie i, jak powiedział kurator wystawy Dominik Kuryłek, dostrzegalne są tam „dramaty życia codziennego urastające do rangi >>małej apokalipsy<<.” Prezentowane sceny momentami odpychają i szokują do tego stopnia, że nie sposób nie zadać sobie pytania: czy ludzkie istnienie takie naprawdę jest? Czy świat jest tak brutalny? A może to Dwurnik jest skrajnym pesymistą?

Klaudia Łyda, II B